Zapewne słyszeliście już o, nie do końca udanej, akcji crowdfundingowej, która miała przywrócić do życia Secret Service. Jeśli nie, to szczegóły tutaj. Natomiast streszczając wszystko: W największej, jak do tej pory, polskiej akcji crowdfundingowej w Polsce, zebrano ponad 280 tysięcy na wskrzeszenie Secret Service. Udało się wydać dwa numery, kiedy wydawcy poinformowali, że stracili prawo do tytułu. Na tym historia nowego Secret Service się kończy. Zaczyna natomiast zupełnie inna. Pixela i tłumu niezadowolonych wspierających.

W całej tej historii, uderzają dwa powtarzające się zachowania. Po pierwsze, niektórzy wystawieni wspierający mają pretensje do portalu PolakPotrafi.pl. Po drugie, już zanim wybuchła cała afera, w komentarzach dawali upust swojemu niezadowoleniu w stosunku do powstałego pisma.

Co do pierwszego zachowania, to naprawdę trzeba nie wiedzieć jak działa system crowdfundingu, żeby mieć pretensję do zarządzających serwisem. Przytoczę tu oklepany już przykład z zabójcą mordującym nożem i producentem tychże. Mało rozsądne jest obwinianie producenta noży o śmierć ofiary. Tak samo w tym przypadku takie oskarżenia są chyba jedynie wyrazem frustracji i niezadowolenia kierowanego na oślep we wszystkie strony.

Druga sprawa to ludzie, którzy najwyraźniej mylą akcję crowdfundingową z nabywaniem udziałów w firmie. Nie jest to przypadłość jedynie polska, bo i na zagranicznych portalach, pełno tego typu zachowań. W komentarzach często pojawiają się głosy niezadowolenia, próbujące wymuszać wręcz różne zachowania na autorach projektów. „Zmieńcie kolor, nie za take kolory płaciłem!”  – to akurat byłby jedynie śmieszny przykład takiego zachowania, ale wystarczy przypomnieć co działo się kiedy Facebook kupił Oculus Rift, urządzenie, które powstało za pomocą zbiórki na portalu Kickstarter. Po sprzedaży Facebookowi, autorzy urządzenia zetknęli się z falą hejtu ze strony wspierających. Zarzucali im, że nie dawali pieniędzy na wspieranie giganta jakim jest Facebook, tylko na fajny sprzęt dla graczy. Cóż. Romantyzm jak widzę. Niektórzy oburzali się, że autorzy sfinansowali produkcje prototypu z ich pieniędzy i śmieli zarobić na tym 2 miliardy dolarów. Jeszcze inni wprost mówili, że powinni się z nimi pieniędzmi podzielić.

No cóż. Niestety dla takich ludzi mam złą wiadomość. Crowdfunding to nie inwestowanie. Wspieracie fajną ideę, która zrobiła na Was wrażenie i koniec! Tu kończy się Wasza rola. To tak jakby obdarować rodzinę w szlachetnej paczce i z tego tytułu rościć sobie prawa do wpływu na wychowanie dzieci.

155H (2)

Porozmawiałem na ten temat z Jakubem Sobczakiem, założycielem i CEO PolakPotrafi.pl. Myślę, że jako jeden z twórców tego portalu i jego regulaminu, ma największą wiedzę na temat tego, co na jego portalu wolno, a czego nie.

„Z punktu widzenia platformy, zgodnie z regulaminem, najważniejsze po pozytywnym finansowaniu projektu jest to, aby projektodawca wywiązał się z nagród, tzw. świadczeń wzajemnych, do czego zobowiązuje go nasz regulamin. Jeśli to się stanie, projektodawcę uznajemy za rozliczonego z nami i nie możemy od niego wymagać niczego więcej. Oczywiście, PolakPotrafi.pl utrzymuje stały kontakt z projektodawcą po zakończeniu projektu i staramy się na bieżąco wiedzieć na jakim etapie realizacji są nasze projekty. Prawda jest jednak taka, że nie możemy zgłaszać roszczeń w imieniu swoim czy wspierających w przypadku, gdy projektodawca zrealizuje świadczenie wzajemne, czyli po ludzku mówiąc: przekaże nagrodę, a ta nagroda okaże się nie do końca zgodna z oczekiwaniem wspierającego, ponieważ np. okładka płyty jest brzydka. Jeśli ktoś ma taką wolę, może próbować wyegzekwować od projektodawcy zwrot środków, a gdy to się nie uda, próbować dochodzić swoich praw na drodze pozwu cywilnego, jednak nie jest to droga ani łatwa, lekka, ani sensowna. Warto jednak dodać ponownie, że jako platforma jesteśmy w stałym kontakcie z naszymi projektodawcami i wspierającymi i w przypadku gdyby pojawiły się tego typu kłopoty, z pewnością nie wykręcimy się stwierdzeniem: „to nie nasz problem”, co pokazuje sytuacja z Secret Service, gdzie rozwiązanie udało nam się ustalić i ogłosić z projektodawcą w mniej niż 1 dobę, a tuż po informacji od Idea Ahead uruchomiliśmy specjalny adres email, pod którym zbieraliśmy komentarze/wnioski/zażalenia/pretensje i… bardzo wiele ciepłych słów, które – o dziwo! – przeważały.”

Takie zachowanie przypomina mi pewien nasz narodowy sport. Nazwałem je wspólnotą sukcesową. Jeśli tylko ktoś osiągnie sukces, a jest przypadkowo narodowości Polskiej (lub miał takowych przodków) to skaczemy podekscytowani, że NAM się UDAŁO! Dwa słowa podkreślone nie bez powodu. Dokonała tego konkretna osoba i nie „udało się” tylko osiągnęła. To czego nigdy nie widzimy, to ogrom pracy, która za tym poszła. Tak samo jest w przypadku crowdfundingu. Ktoś poświęca mnóstwo czasu, zasobów, swoich pieniędzy, musi znieść mnóstwo wyrzeczeń, aby osiągnąć sukces i coś stworzyć. Natomiast inny wpłacając jednym kliknięciem kilka złotych, rości sobie na koniec prawo do decydowania o dalszych losach projektu. Nie tędy droga moi mili. A co do akcji z Secret Service. Mam nadzieję, że nie wpłynie źle na cały rynek crowdfundingowy.

 

Opt In Image
Zapisz się na newsletter!
Chcesz wiedzieć czy kosmici są prawdziwi i kto zabił Kennedyego? Zapisz się!

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany