Pomimo coraz bardziej zaciskających się kleszczy ruchów anty-petardowych, ja fajerwerki lubię i nie wstydzę się do tego przyznać. Uwielbiam patrzeć na rozbłyskujące na niebie ognie, strzelające dookoła iskrami we wszystkich kolorach znanych ludzkości. Nie przeszkadza mi nawet ich huk o ile…

No właśnie, o ile jest to strzelanie ujęte w pewną formę show. Od dzieciaka nauczony byłem, że fajerwerki lecą w niebo na powitanie nowego roku. Z tego co ostatnio sprawdzałem, ma to miejsce dokładnie o północy i chyba nic w tej kwestii się nie zmieniło. Niestety odkąd społeczeństwo dostało, właściwie nieograniczony dostęp do sztucznych ogni (Dzieci kupią bez żadnego problemu. Ja to wiem, Ty to wiesz, tak samo Pani z lokalnego warzywniaka, ale nic z tym nie robimy), odbiła mu palma. Pierwsze wystrzały słyszymy już na kilka dni przed Sylwestrem, potem ich intensywność tylko wzrasta. Tegorocznego Sylwestra spędzałem w Gdańsku i pół godziny przed północą strzelali z taką samą intensywnością, a miałem wrażenie że momentami nawet bardziej, niż na Nowy Rok.

Nie mam  zamiaru pisać tu o odpalaniu fajerwerków po pijaku z parkingu, na którym stała masa samochodów, niejednokrotnie źle ustawiając rakiety i prowadząc zmasowany atak na automobile. Nie chcę też pisać o rodzicach, którzy odpalali sztuczne ognie trzymając dzieci metr od rakiety. Nie mam też ochoty pisać o debilach, którzy strzelali z wyrzutni fajerwerków w okna i znajomych. Na głupotę jeszcze nie wynaleźli lekarstwa. Natomiast chcę napisać o tym, że jak w tytule – przedwczesne strzelanie w Nowy Rok, jest tak samo fajne jak przedwczesny wytrysk.

Odpalając fajerwerki na długo przed jak i na długo po Sylwestrze, rozwadniają całą imprezę. Nie czeka się już tak z zapartym tchem na północ. Kilkanaście lat temu, bez trudu można było usłyszeć jak „wybija”. Teraz, gdyby nie prowadząca w telewizorze, albo najbardziej trzeźwy członek imprezy, moglibyśmy ją przegapić. Zniszczone jest całe show, niejednokrotnie przygotowane za grube pieniądze przez miasto i ludzi, którzy na pirotechnice znają się naprawdę, a nie na zasadzie – Jetem Polakiem, więc znam się na wszystkim.  Pomijam już fakt, że siedząc i pisząc te słowa, za oknem wciąż słychać wybuchy. Czuje się jakbym pisał z Bagdadu i w tej kwestii popieram walczących z hałasem na rzecz bojących się zwierząt. Co innego kilkuminutowa kanonada, a co innego kilkudniowy ostrzał z partyzanta.

Nie wiem w sumie co można z tym zrobić. Nie jestem za pomysłami typu zakaz sprzedaży, bo nie jestem lewackim socjalistą, z drugiej strony są to materiały niebezpieczne, a trucizny w aptece też nie dostaniemy. Powiedzmy, że zwracam uwagę na problem, który wkurza nie tylko mnie. Może ktoś mądrzejszy znajdzie rozwiązanie. Ja zakrzyknę tylko – Nie przedwczesnemu wytryskowi! Eee…to znaczy, nie przedwczesnemu strzelaniu! Jakby nie napisał brzmi źle…

Jednocześnie przy okazji tematu, zobacz krótki film i życzenia noworoczne z mojego nowego projektu – Astrofaza. Odpowiadam na pytanie, czy fajerwerki działałyby w kosmosie, a jeśli tak, to jak by wyglądały. Wszystkiego najlepszego na 2015 rok!

Opt In Image
Zapisz się na newsletter!
Chcesz wiedzieć czy kosmici są prawdziwi i kto zabił Kennedyego? Zapisz się!

4 komentarze

  1. Mateusz Sanzo Cichosz

    i tak można zaobserwować, że strzejących peterd przed północą jest mniej niż po północy. Przynajmniej na wschodzie, bliżej Ukrainy, we stolicy Lubelszczyzny. I tak jak piszesz – właśnie przed chwilą usłyszałem jakiś stłumiony wystrzał petardy. Tłumaczę sobie, że to zgony nadrabiają imprezę, która dla nich skończyła się przed występem duetu Markowskich na sylwestrowej zabawie z Dwójką. Taki naród, co zrobisz.

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany