Jeden z lepszych i bardziej znanych płockich fotografów. Ma na koncie kilka wygranych konkursów w tym ostatnio w jednej z kategorii BZ WBK Press Photo. Miłośnik roweru i ulicznej fotografii, które to dwie pasje, na co dzień łączy ze sobą. O fotografii i nie tylko, dziś rozmawiam z Piotrem Augustyniakiem.

JEDEN: Fotografią zainteresowałeś się już dosyć dawno, jak w ogóle do tego doszło?

Faktycznie trochę to już trwa. W 1990 roku przeprowadziliśmy się z rodzicami na Podolszyce (dzielnica Płocka) i tam poznałem sąsiada, starszego ode mnie 2 lata chłopaka, który zajmował się wywoływaniem zdjęć. Zaprosił mnie do ciemni, która zorganizowana była w łazience. Praktycznie zawsze ciemnie robiło się w łazienkach, a potem słuchało narzekania domowników, że się ją blokuje (śmiech) Niestety mieszkając w bloku, łazienka była jedynym odpowiednio ciemnym miejscem, gdzie można było wywoływać zdjęcia.

Wkurzał ich pewnie dodatkowo specyficzny zapach chemii fotograficznej?

Tak, jak również popalone ręczniki szlafroki i inne rzeczy (śmiech). Wracając do pytania, po wizycie w jego ciemni spodobało mi się to tak bardzo, że złapałem leżącą w domu Smienę i zacząłem się uczyć fotografii. Co to jest przysłona, co to czas naświetlania. Wciągnąłem się. Pamiętam jak na rowerach jeździliśmy na rynek i kupowaliśmy od Ruskich czarno-białe filmy, fotografowaliśmy niemal wszystko i wszystkich, a potem je wywoływaliśmy. I tak to właśnie się zaczęło.

Jeśli dobrze liczę, to będą już 24 lata.

No to jest dosyć sporo.

Wolę czarno-białą fotografię, która o czymś mówi, przemawia do widza i to jest dla mnie w fotografowaniu najważniejsze.

Jak dąb. Szykujesz coś na jubileuszowe 25-lecie?

Wiesz co, jesteś pierwszą osobą, która mnie o to pyta, szczerze mówiąc nie liczyłem nawet tych lat. Odpowiedź brzmi nie, bo nawet o tym nie wiedziałem (śmiech).

DWA: Dobrze w takim razie, że się spotkaliśmy, teraz już wiesz. A jaki temat w fotografii interesuje Cię najbardziej, po tych 24 latach?

Najchętniej fotografuję ludzi i wykonuję fotoreportaż. To jest fotografia, która mnie fascynuje. Zawsze można ująć jakiś moment, który jest niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju. Dzięki temu fotografia opowiada jakiś kawałek życia, jakąś krótszą lub dłuższą historię. Zawiera coś w sobie, a mi w fotografii na tym najbardziej zależy. Żeby to zdjęcie nie było tylko kolorowym obrazkiem, na którym jest zachód słońca. Wolę czarno-białą fotografię, która o czymś mówi, przemawia do widza i to jest dla mnie w fotografowaniu najważniejsze.

Obserwując Twoją twórczość, zauważyłem że jednak bardziej ciągnie Cię w kierunku street foto niż np. pracy z modelką?

Powiem Ci szczerze, że robiłem kilka sesji z modelkami, ale nigdy mnie to nie wciągnęło. Jest to, przynajmniej dla mnie, taka fotografia komercyjna, którą być może udałoby się pokazać też jakieś historie, ale którą nie udałoby się oddać tego wszystkiego co nas otacza i co jest dla mnie interesujące.

piotr augustyniak

TRZY: Street foto to, powiedziałbym, bardzo intymny rodzaj fotografii.

To jest takie podglądanie ludzi. Często bywa tak, że dwie osoby widzą daną sytuację. Dla jednej jest ona nieinteresująca, druga widzi w niej coś godnego sfotografowania.

Jak pokonać pewien strach? Przypomnij sobie, jak zacząłeś to robić. Był strach przed wchodzeniem w przysłowiowych buciorach w jakąś sytuację?

Wiesz, nie można zachowywać się ostentacyjnie, ponieważ dana sytuacja może wtedy zaginąć. Jeśli osoby, które chce sfotografować na ulicy w jakimś momencie mnie zauważą, przestaną się naturalnie zachowywać. Na to trzeba bardzo uważać, trzeba trochę podglądać ludzi. Kiedyś było łatwiej niż dzisiaj. Ludzie oszaleli. Każdego trzeba pytać o zgodę na publikację zdjęć i wizerunku,a to utrudnia bardzo ten rodzaj fotografii. Mam np. kilka zdjęć, które trzymam „w szufladzie” i nie mogę ich pokazać, bo bohater fotografii nie wyraził na to zgody. Mam wrażenie, że zaczęło się to od Internetu, gdzie te obrazy i wizerunki ludzi wykorzystywane były w różnym świetle. Poniekąd niektórych rozumiem. Obawiają się różnych komentarzy czy zgryźliwości internautów.

Czyli teleobiektyw – jedyne rozwiązanie?

(śmiech) Nie do końca to prawda. Teleobiektyw spłaszcza mocno zdjęcie, traci ono wymiary. Zawsze ciekawiej skonstruowane są plany, jeśli wykonamy zdjęcie obiektywem 50mm albo nawet bardziej szerokokątnym. Staje się wtedy bardziej naturalne.

To jak się ukrywasz, żeby zachować tę naturalność fotografowanej sytuacji?

Różnie to bywa. Czasami stanę gdzieś za plecami. Czasem podchodzę i zaczynam się integrować z nimi i podczas rozmowy…

…Nagle bach! Wyciągasz aparat i zdjęcie!

(śmiech) bardzo różnie to bywa, nie ma jednej recepty, którą można by zastosować.

Czyli generalnie nie bać się zrobić zdjęcia?

Tak. Trzeba umieć podejść do sytuacji i człowieka. Oczywiście nie zawsze się to udaje, bywa tak że fotografowany każe mi spadać i tyle. Różnie to jest (śmiech)

CZTERY: Byłeś w Amsterdamie i zrealizowałeś tam wystawową serię fotograficzną. Przeciętnemu Polakowi Amsterdam kojarzy się z prostytutkami z Dzielnicy Czerwonych Latarni i wszechobecną marihuaną, a z czym po podróży kojarzy się Tobie?

A mi kojarzy się przede wszystkim z rowerami. Tam rowery są wszędzie i są zupełnie inaczej traktowane przez kierowców samochodów. Dużo jeżdżę rowerem więc wiem o czym mówię. Tutaj co chwila kierowcy wymuszają pierwszeństwo, tam jest to nie do pomyślenia. Inna kultura inna mentalność ludzi, jest dużo obcokrajowców więc kultury mieszają się. Oczywiście, wielu Polaków zna Holandię też z Coffee shopów.

Byłeś?

No byłem (śmiech) Musiałem być, znajomi chcieli pójść więc z nimi poszedłem. Niestety nie mogłem tam zrobić zdjęć czego bardzo żałuję. Z resztą w dzielnicy czerwonych latarni było podobnie. (śmiech)

piotr augustyniak

PIĘĆ: Dużo robisz, a jak ładujesz baterie? Skąd energia na kolejne zdjęcia i projekty?

To nie jest takie kolorowe jakby się wydawało. Nie zawsze człowiek wstaje prawą nogą, czasami źle się czuje. Nie zawsze są dni, kiedy jestem twórczy i kreatywny, nawet jeśli coś wymyślę, to nie zawsze wiem jak to zrobić i się do tego zabrać. Często jest tak, że pomysł wpada sam, gdzieś poprzez np. zjawisko na ulicy, które gdzieś tam przeminie i można je potem przełożyć na fotografię. Nie można niczego robić na siłę, bo efekt będzie daleki od zamierzonego. A jeśli chodzi o baterie, to rower na pewno trochę je ładuje.

SZEŚĆ: Skoro wspomnieliśmy już projekty, to który uważasz za najbardziej udany, lub najważniejszy w Twojej karierze fotograficznej?

Tych projektów było wiele. Bardzo mile wspominam projekt, przedstawiony w Płockiej Galerii Sztuki – Historie Ludzkie z Płockiem Związane.

Wyjaśniłeś wtedy chyba tajemnicę tej pięknie ubranej, starszej kobiety, która bywa na wszelkich imprezach?

Tak, walczyłem z nią dwa tygodnie, żeby zgodziła się na zrobienie fotografii. Wreszcie uległa (śmiech) Jestem też zadowolony z projektu Więźniów, został nawet nagrodzony.

Nie bałeś się?

Nie, nie bałem się. Zdjęcia do tego projektu robiłem właściwie przez dwie godziny, a przygotowania, spotkania z więźniami, załatwianie wymaganych pozwoleń trwały dwa miesiące. Kosztował mnie on dużo pracy, z resztą ten poprzedni tak samo. Jednak nie zajmuję się tylko projektami, robię też fotoreportaże. Tym staram się żyć, szukać różnych nisz gdzie mogę dostać się z aparatem.

SIEDEM: Na co dzień jesteś fotoreporterem Gazety Wyborczej. Pokazujesz płocczanom życie w ich mieście. Nie ciągnęło Cię nigdy gdzieś dalej? W którymś z wywiadów wspomniałeś, że nie jesteś typem podróżnika, ale czy nie ciągnie Cię sama fotografia jako wyzwanie?

Jest jakaś prawda w tym, natomiast to się wiąże też z dużymi kosztami. Mam parę pomysłów ale to jest tak daleko i…

Myślę, że warto próbować wszystkiego po trochu, ale nie na siłę i bez wielkiego ciśnienia, wszystko na spokojnie.

Ale nie Księżycu?

(śmiech) nie, Księżyc nie. Koszty i czas – trzeba by zrezygnować z wielu rzeczy i wykonywanej pracy. Czasem myślę, że warto byłoby gdzieś wyjechać i zacząć wszystko w innym miejscu. Ale może jeszcze nie dorosłem do takiej decyzji, a może wcale nie mam na to ochoty? Cóż, zobaczymy jak życie się potoczy. Powiem tak, coraz częściej o tym myślę.

piotr augustyniak

OSIEM: Wygrałeś też kilka konkursów. Między innymi Rembrandtowski, czy ostatnio BZ WBK Press Photo. Czy Twoim zdaniem udział w konkursach w karierze fotografa jest ważny, tak jak było to kiedyś, czy też w dzisiejszych czasach jest to już raczej sposób na poprawienie sobie humoru i udowodnienie sobie czegoś?

Na pewno radziłbym unikania strategii, w której udowadniamy coś sobie albo komuś, bo to jest najgorsze co można zrobić. Na pewno takie poważne konkursy jak Grand Press Photo czy BZ WBK Press Photo są w stanie wypromować nagrodzonego laureata takiego konkursu. Z drugiej strony wszyscy dobrze wiemy jak łatwo jest się dziś wypromować np. na YT, bez żadnych konkursów i bez żadnego jury. Wystarczy trafić w gusta odbiorców. Myślę, że warto próbować wszystkiego po trochu, ale nie na siłę i bez wielkiego ciśnienia, wszystko na spokojnie.

DZIEWIĘĆ: Zaczynałeś od fotografii tradycyjnej, przeżyłeś rewolucję cyfrową. Jaki Twoim zdaniem jest największy problem dzisiejszej fotografii?

Na pewno pojawiło się więcej osób które fotografują, tym samym konkurencja na rynku zwiększyła się. Są różne opinie, mam kolegów, którzy twierdzą, że fotografia cyfrowa ukręciła łeb fotografii w ogóle, że teraz jesteśmy zasypywani tysiącami obrazów, które niekoniecznie mają coś do opowiedzenia.

Ale sądzisz, że my jako odbiorcy tej fotografii zostaliśmy niejako wykastrowani ze zdolności znalezienia i cieszenia się dobra fotografią?

Dobra praca zawsze się obroni. To jest dla mnie trudne pytanie, trzeba by było przeanalizować dużo czynników. Mówi się, że fotografia analogowa miała duszę, towarzyszył jej cały proces, a fotograf wykonywał mniej zdjęć, bo ograniczony był filmem 36 lub 24 klatkowym. Też czasem łapię się na tym, wiem, że mam aparat cyfrowy i mogę zrobić tysiąc zdjęć i 40 wersji jednego, mając klisze zrobiłbym dwa czy trzy i byłbym zadowolony. Wszystko na świecie się zmienia, fotografia też, myślę, że nadejdzie taki dzień, że wrócimy do fotografii analogowej i to szybciej niż nam się wydaje, przynajmniej w wersji artystycznej. Mając film w aparacie fotograf zastanowił się pięć razy zanim nacisnął spust wyzwalający migawkę. W cyfrze można bez opamiętania, a to nie o to chodzi.

Przewidujesz jakąś wojnę nuklearną i brak prądu?

(śmiech) Mam tu na myśli bardziej tradycję i proces wywoływania, wiadomo że w mediach i komercyjnym użyciu fotografia cyfrowa nie zostanie wyparta, nie miałoby to sensu. Chodzi mi bardziej o pewne konwenanse, styl, charakter.

piotr augustyniak

Piotr Augustyniak

DZIESIĘĆ: Jak zostałeś fotoreporterem Gazety Wyborczej i jak takim fotoreporterem zostać?

Trzeba sobie założyć pewne cele i konsekwentnie do nich dążyć. Zanim zacząłem pracować w Gazecie, obskoczyłem praktycznie wszystkie periodyki płockie, jakie były wtedy na rynku. Oprócz Tygodnika Płockiego. W tamtych czasach robiłem jeszcze zdjęcia na kliszy Zenitem. Przeszedłem przez Nowe Mazowsze, Nowy Tygodnik Płocki, pracowałem w Płockiej Setce i w jeszcze dwóch tytułach, których nawet nie pamiętam. W 2005 lub 2006 pojawiła się oferta pracy w GW, dowiedziałem się o niej zupełnie przez przypadek, zaniosłem papiery no i się udało.

Jak wyglądała Twoja praca w czasach fotografii analogowej?

Wkładało się film do aparatu, szło się na temat, robiło zdjęcia, a potem trzeba było się zamknąć w ciemnym miejscu, wyciąć naświetlony kawałek filmu, reszta zostawała w aparacie, a wycięty fragment zanosiło się do wywołania. Filmy były wtedy drogie więc marnotrawstwo nie wchodziło w grę.

Nie uciąłeś w ten sposób nigdy jakiegoś zdjęcia w pół?

(śmiech) Nie zdarzyło się, zawsze dawałem jakiś margines, żeby tego uniknąć.

JEDENAŚCIE: A kto jest Twoim największym krytykiem?

Bywa różnie, słucham opinii ludzi na wernisażach czy w prywatnych spotkaniach. To najczęściej są moi znajomi, różni fotograficy. Utrzymuje kontakt z Tadeuszem Rolke, Włodzimierzem Krzemińskim, z Janem Drzewieckim. Zawsze staram się wyciągnąć jakąś lekcję, jakiś wniosek, jeśli ktoś wypowiada się na temat mojej fotografii, a tym bardziej jeśli wypowiada się źle.

Ale rozumiem, że konstruktywnie źle?

(śmiech)Oczywiście, nie mówimy tu o opiniach np. na forach internetowych, gdzie krytyka często jest poniżej krytyki. Takich opinii nie biorę sobie do serca. Natomiast wszelkie uwagi ludzi związanych z fotografią cenię i zapamiętuję je.

DWANAŚCIE: Jakie plany na najbliższą przyszłość?

Chyba najtrudniejsze pytanie jakie mi zadałeś. Mam kilka niedokończonych projektów, które zacząłem w zeszłym roku. Mam też kilka pomysłów, które chciałbym zrealizować, ale potrzeba na nie czasu, energii i chęci. Nie wiem, naprawdę nie wiem co Ci odpowiedzieć.

Czyli krok po kroku i nie zastanawiasz się?

Tak jak wspominałem wcześniej, nic na siłę. Jak na coś wpadnę to dam Ci znać (śmiech) zaskoczyłeś mnie po prostu tym pytaniem.

piotr augustyniak

A co poradzisz ludziom, którzy dopiero zaczynają fotografować?

Robić swoje, obserwować starą tradycyjną fotografię analogową, przeczytać parę książek, zobaczyć jak zbudowane były fotografie. To jest wzór, na którym ja się wychowałem i na pewno Wam pomoże. Trzeba być też samokrytycznym, nie zadowalać się jakimiś małymi osiągnięciami, należy się cieszyć ale rozwijać się dalej. Mieć dystans do tego co się robi i umieć być krytycznym w stosunku do tego co się robi. I to chyba tyle.

Tyle i aż tyle, dzięki za rozmowę.

2 komentarze

  1. Justyna Romanowska

    Świetna moc zdjęcia, na którym jest ta para młodych ludzi. Tym świetniejsza, że na moim małym ekranie, najpierw nie widziałam, że chłopak jest na wózku, a już byłam zachwycona.

    Odpowiedz
  2. Rajmund Klaus

    Wielki szacunek panie Piotrze ,to co pan uwiecznia w kadrze pod kątem spojrzenia i techniki fotografii zasługuje na mega uznanie .Kadry są profesjonalne których nie powstydził by się Paul Strand czy Jock Sturges.

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany