Od pewnego już czasu, zauważałem że gastronomiczne wyjścia na miasto kończyły się bólem brzucha i ogólnie przejedzeniem. Kebaby, zapiekanki i pizze mają to do siebie, że są smaczne i pochłaniamy je często w ilościach zawstydzających. A przecież można jeść by delektować się.

Do niedawna myślałem, że to tylko takie gadanie i bardziej bym się wkurzył i rozbudził głód niż najadł porcjami serwowanymi przez tzw lepsiejsze knajpy. Jak wielkie było moje zdziwienie kiedy razem z Frankim z Kreatorium (który zrobił większość poniższych zdjęć) dotarliśmy na sopockie molo, aby wziąć udział w festiwalu Smaki Sopotu. Za 25zł można było kupić zestaw 5 kuponów, którymi „płaciło się” za kolejne degustacje. Zapraszam na kulinarny spacer po molo.

Wybieranie trwało długo, ale jako że nie za bardzo przepadam za rybami innymi niż a la schabowy, musiałem wybrać mądrze.

Wybieranie trwało długo, ale jako że nie za bardzo przepadam za rybami innymi niż a la schabowy, musiałem wybrać mądrze.

Wybór padł na łososia gotowanego w warzywach, śledzie w sosie śmietanowo-warzywnym oraz smażonego dorsza w zalewie octowej (oczywiście element a la schabowy musiał się pojawić).

Wybór padł na łososia gotowanego w warzywach, śledzie w sosie śmietanowo-warzywnym oraz smażonego dorsza w zalewie octowej (oczywiście element a la schabowy musiał się pojawić).

Jak widc schabowy prosto z morza smakował najlepiej. W tle majaczy nieśmiało łosoś w warzywach.

Jak widc schabowy prosto z morza smakował najlepiej. W tle majaczy nieśmiało łosoś w warzywach.

Szkoda, ze te cholery nie były w menu. Ewentualnie spóźniłem się, lub byłem za wcześnie. Generalnie macki lizać, a to dopiero pierwsze stoisko.

Szkoda, ze te cholery nie były w menu. Ewentualnie spóźniłem się, lub byłem za wcześnie. Generalnie macki lizać, a to dopiero pierwsze stoisko.

A tu wspomniane wcześniej kupony, którymi "płaciło się" za degustacje. Organizatorzy przygotowali się nawet na deszcz. Kupony na deszczu nie rozpłynęły się razem z wizją pełnego żołądka.

A tu wspomniane wcześniej kupony, którymi „płaciło się” za degustacje. Organizatorzy przygotowali się nawet na deszcz. Kupony na deszczu nie rozpłynęły się razem z wizją pełnego żołądka.

Tu już danie numer dwa. Moje pierwsze w życiu krewetki po grecku. Tak, do niedawna byłem krewetkową dziewicą ;]

Tu już danie numer dwa. Moje pierwsze w życiu krewetki po grecku. Tak, do niedawna byłem krewetkową dziewicą ;]

Wychodząc trochę z klimatów żywieniowo-marynistycznych, skusiłem się na mega kanapkę z grilla z wkładką z tysiąca rodzajów sałat i suszonych pomidorów. Podobno sałata odchudza.

Wychodząc trochę z klimatów żywieniowo-marynistycznych, skusiłem się na mega kanapkę z grilla z wkładką z tysiąca rodzajów sałat i suszonych pomidorów. Podobno sałata odchudza.

Po przystawkach nadszedł czas na główne danie. Kurczak po tajsku z pędami tajskich magicznych korzeni, ryżem i absurdalną ilością curry. Zdecydowałem, że idę po dokładkę do knajpy. A po obiedzie przyszedł czas na...

Po przystawkach nadszedł czas na główne danie. Kurczak po tajsku z pędami tajskich magicznych korzeni, ryżem i absurdalną ilością curry. Zdecydowałem, że idę po dokładkę do knajpy.

Zwłaszcza, że nie kucharzy tam stara tajska wiedźma, rzucająca klątwy na bazie bezgłowych kogutów. ;)

Zwłaszcza, że nie kucharzy tam stara tajska wiedźma, rzucająca klątwy na bazie bezgłowych kogutów. 😉

Z resztą kucharze w ogóle byli jacyś weseli. Może któreś ze stoisk serwowało specjalne pierniczki?

Z resztą kucharze w ogóle byli jacyś weseli. Może któreś ze stoisk serwowało specjalne pierniczki?

Kucharzył nawet prezydent Sopotu. Przygotowywał sławnego na całym molo śledzia po prezydencku.

Kucharzył nawet prezydent Sopotu. Przygotowywał sławnego na całym molo śledzia po prezydencku.

Ale powróćmy do tego co najważniejsze, czyli do mnie. ;) Ostatni kupon wykorzystałem na deser.

Ale powróćmy do tego co najważniejsze, czyli do mnie. 😉 Ostatni kupon wykorzystałem na deser.

Deser nie byle jaki. Takie ciacha (tu w polewie z truskawek kaszubskich) można zdobyć tylko na zamówienie w jednej z sopockich pracowni cukierniczych.

Deser nie byle jaki. Takie ciacha (tu w polewie z truskawek kaszubskich) można zdobyć tylko na zamówienie w jednej z sopockich pracowni cukierniczych.

I to właśnie te panie stworzyły ten przepyszny placek jagodowy z poprzedniego zdjęcia.

I to właśnie te panie stworzyły ten przepyszny placek jagodowy z poprzedniego zdjęcia.

Na koniec jeszcze na zaostrzenie apetytów, kuchnia od kuchni.

Na koniec jeszcze na zaostrzenie apetytów, kuchnia od kuchni.

Sopot od kuchni 2014 Piotr Kosek

Oraz, podobno najlepsze w tym kwadrancie Drogi Mlecznej, truskawki kaszubskie. Potwierdzam, że jedne z lepszych jakie jadłem.

Oraz, podobno najlepsze w tym kwadrancie Drogi Mlecznej, truskawki kaszubskie. Potwierdzam, że jedne z lepszych jakie jadłem.

Wszystkimi pięcioma łapami podpisuję się pod takimi festiwalami. Można zakosztować różnych ciekawych smaków, jednocześnie najadając się ale nie obżerając jak prosię na odpuście. Do wieczora nie chciało mi się jeść, a jednocześnie nie miałem problemów z oddychaniem typowych przy pochłonięciu całego kebaba albo pizzy. Jest to też świetna reklama dla knajp. Po tym evencie kilka mam już na celowniku i odwiedze je przy najbliżej nadarzającej się okazji. Truskawkowe do przeczytania!

4 komentarze

  1. Ewa A.

    Dobra (w sensie smaczna 🙂 ) robota!
    Z czystym sumieniem polecam wegetariańską restaurację „Green Way Food for Life” w Sopocie, przy ul. Bohaterów Monte Cassino 47. Pycha jedzenie, świeżutkie, na samo wspomnienie ślinka mi cieknie 🙂

    Odpowiedz
      • Ewa A.

        Cokolwiek wybierzesz, będzie godne każdego żołądka. Ale… na pierwszy ogień chyba wzięłabym PIEROŻKI AROMATYCZNE: pieczone pierożki z farszem z cukinii, pieczarek i cebuli z sosem śmietankowo-rozmarynowym. I koniecznie surówki! Jednak gdybyś trafił na danie dnia, którego nie ma w ich normalnym menu, to lepiej zdecyduj się na nie 🙂

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany