Obiecałem dziś krótką relację z weekendowej, blogerskiej imprezy SeeBloggers, a jako że w poniedziałki nie rzucam słów na wiatr – oto ona. Impreza z zasady miała trwać dwa dni. Pierwszy poświęcony został na integrację przybyłych blogerów, drugi to wykłady, prelekcje, prezentacje i inne formy retoryczne. Generalnie organizatorzy odwrócili kolejność powiedzenia – najpierw obowiązki, a potem przyjemności. Z drugiej strony niedzielne prelekcje były taką samą przyjemnością jak sobotnie atrakcje.

Zaczęło się niewinnie bo od śniadania na trawie w Sopocie. Niewinnie dla mnie, bo nie zawiniłem obecnością tam. Niestety nie mogłem się zwlec z łóżka na czas i dojechałem dopiero na zorganizowany w gdyńskim Pure trening, przygotowany specjalnie dla nas. Na wejściu miła niespodzianka, bo dostaliśmy torby z prezentami. Jak już potestuję i przypadną mi do gustu, na pewno skrobnę o nich kilka zdań. Tak czy siak, wielkie dzięki dla orgów za miłe przywitanie. Sam trening był dla mnie mocno męczący. Ale co się dziwić, skoro ostatnie półtora miesiąca przesiedziałem pracując głównie na komputerze.

Po hektolitrach wylanego potu, mogłem właściwie spłynąć z powrotem do Gdańska i przyszykować się na wieczorną imprezę. Zdjęcia z niej możecie obejrzeć tutaj.

W niedzielę dotarłem również z niewielkim poślizgiem (ach to poranne wstawanie), na dzień dobry dostając kolejne upominki. Spersonalizowany kubek oraz odręcznie napisany list od organizatorów. Nie powiem byłem pod wrażeniem, bo musieli takich przygotować 180. W tym momencie wielki karny wiadomo co dla wszystkich, którzy się zapisali, a nie przyjechali bez ważnego powodu.

Same prelekcje również w większości były merytoryczne, a na pewno motywujące. Jedyne zastrzeżenie mogę mieć tak naprawdę do wystąpienia Macieja Trojanowskiego – „Olej fejsa są lepsze miejsca!”. Jestem świadomy, że na taki temat, pół godziny czasu to zdecydowanie za mało, ale można było upchnąć trochę więcej merytoryki, kosztem show. Wyszło z tego bardziej wyliczanie społecznościówek, ale nie za bardzo na końcu wiedziałem dlaczego są lepsze od Facebooka. Pochwalę natomiast trzeźwe spojrzenie na Instagram.  Maciek, może jakiś fajny wpis rozbudowujący i podsumowujący? 🙂

seebloggers 2014 piotr kosek

Seebloggers 2014 piotr kosek

Seebloggers 2014 piotr kosek

Seebloggers 2014 piotr kosek

Seebloggers 2014 piotr kosek

Seebloggers 2014 piotr kosek

Seebloggers 2014 piotr kosek

Seebloggers 2014 piotr kosek

Seebloggers 2014 piotr kosek

Seebloggers 2014 piotr kosek

Seebloggers 2014 piotr kosek

Seebloggers 2014 piotr kosek

Seebloggers 2014 piotr kosek

Seebloggers 2014 piotr kosek

Seebloggers 2014 piotr kosek

Seebloggers 2014 piotr kosek

Seebloggers 2014 piotr kosek

Seebloggers 2014 piotr kosek

Seebloggers 2014 piotr kosek

Kolejną sprawą była możliwość poznania się z innymi blogerami. W końcu zobaczyłem żywą blogosferę. Czasami miałem już myśli, żeby przestać prowadzić regularnie bloga, wrzucać na niego raz na ruski rok parę zdjęć. Nie czułem, że po drugiej stronie monitora siedzi tak naprawdę żywy człowiek – czytelnik. Spotkanie żywych przedstawicieli blogosfery jest cholernie motywujące. Tego nie da Ci żadna książka. I z tego miejsca, chciałem podziękować wszystkim, którzy byli na SeeBloggers 2014. Dzięki, że to zrobiliście i dzięki, że tam byliście!

16 komentarzy

    • Piotr Kosek

      Hehe attention whore. Nie o Ciebie chodzi, Ty powiadomiłeś orgów, że nie przybędziesz. Mówię o tych, na których smutno czekały torby-niespodzianki.

      Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany