Druga część cyklu fotograficznych wywiadów. Poprzednim razem rozmawiałem z Arkiem Gmurczykiem – Parchata Dwunastka czyli wywiad z Arkiem Gmurczykiem, tym razem przyjrzymy się drugiej stronie obiektywu. Zabiegana, zakochana w fotografice, zawsze chętna na nowe wyzwania i projekty. Tak można określić mojego dzisiejszego rozmówcę. Przed Wami Karolina Wypych – modelka pracująca miast i wsi!

JEDEN.  Zacznijmy trochę na opak. Opowiedz nam o swoich najbliższych fotograficznych planach.

Bardzo dużo będzie się działo w maju. Czeka mnie wiele kreatywnych foto-projektów, w różnych miastach Polski. To będzie trudne zadanie, żeby wszystko pospinać czasowo, zwłaszcza, że odległości pomiędzy kolejnymi sesjami to często kilkaset kilometrów. Całość rozpoczęła sesja z Jerzym i Hanną Rekas. Sesje z nimi, bo Jerzy współpracuje ze swoją żoną, która zajmuje się stylizacjami, należą do jednych z bardziej intensywnych z jakimi miałam do czynienia. W ciągu trzech godzin sesji, zdarza się przerobić ponad 100 różnych stylizacji.

100 stylizacji w 3 godziny? To chyba rekord prędkości w przebiórkach, pobierała nauki u Benny Hilla?

(śmiech) z tego co wiem, posiadają cały strych różnych strojów, butów i dodatków, więc naprawdę jest w czym wybierać.

Karolina Wypych Piotr Kosek

fot. Krzysztof Wróblewski

DWA. Najbliższe plany w takim razie, już znamy, porozmawiajmy teraz o Twoich początkach. Z tego co pamiętam, pozujesz już od około 3 lat.

Dokładnie 2,5 roku. Jeśli chodzi o początki to pewnie Cię zaskoczę, ale 2,5 roku temu byłam wielką antyfanką fotografii. Uważałam zdjęcia i modeling za zabawę dla pustych laleczek.

A może zazdrościłaś im myśląc, „patrzcie, zdjęcia sobie robią” i stąd ta początkowa niechęć?

(śmiech) Nie, nie znałam wtedy nikogo ze środowiska i po prostu traktowałam cały ten półświatek bardzo stereotypowo. Nie lubiłam kiedy ktoś mi robił zdjęcia, zapewne dlatego, że robione były zwykłymi cyfrówkami. Świecąca się skóra i czerwone oczy w kiepskim oświetleniu nie dają zadowalających efektów. Najczęściej wyglądałam jak upiór. W tamtym czasie wpadłam na pomysł, żeby pozarabiać trochę jako hostessa, ale w tym celu potrzebowałam zdjęć. Porównałam moje, zrobione kamerką internetową, ze zdjęciami dziewczyn na portalu dla hostess i stwierdziłam, z czym do ludzi. Trzeba było coś z tym zrobić. Zaczęłam szukać w Google na chybił trafił fotografa, który zrobiłby mi zdjęcia i tak trafiłam na portal MaxModels. Nie liczyłam absolutnie na żadną karierę, ani na rzucających się na mnie fotografów. Zamieściłam tam kilka zdjęć ze studniówki, a już następnego dnia napisała do mnie dziewczyna z Wrocławia i umówiłyśmy się na moją pierwszą sesję.

Pojawił się stresik?

Jasne! Spojrzałam na portfolio tej dziewczyny i zaczęłam się naprawdę denerwować. Widząc, że robi ona sesje z profesjonalnymi modelkami zastanawiałam się czym mogę tam zabłysnąć, skoro kompletnie się na pozowaniu nie znam. Ku mojemu zaskoczeniu, nie było wcale stresująco i zupełnie nie tak jak sobie wyobrażałam wcześniej. Padły stereotypy o snobistycznym środowisku i pohukujących, zarozumiałych fotografach.

Czyli nie spełniły się Twoje wyobrażenia o tym, że czekasz w umówionym miejscu, gdzie nagle pojawia się lektyka niesiona przez czterech niewolników, oczywiście białych, bo nie możemy szerzyć nienawiści i rasizmu. Z niej po grzbiecie jednego schodzi Pani Fotograf, przynoszą jej papierosa w długiej lufce. Zapala go, mierzy Cię wzrokiem z nuta dezaprobaty i obrzydzenia, po czym mówi „no dobrze, zróbmy te zdjęcia”.

(śmiech) dokładnie tak to sobie wyobrażałam. Z biegiem czasu okazało się, że jest to środowisko bardzo przyjazne, inteligentne, modelki okazały się nie być pustymi lalkami, z którymi nie można o niczym porozmawiać. Generalnie, w większości jest to bardzo wrażliwe środowisko.

TRZY. A pamiętasz jaki był temat tych pierwszych zdjęć?

Oczywiście, że pamiętam. Z pierwszą sesją jest jak z pierwszym razem (śmiech). To była sesja w plenerze, wstałam na nią o 6 rano i zapamiętałam najbardziej chłód i tnące po nogach komary. To były portrety w plenerze, w zwiewnych kreacjach. Wzięłam ze sobą dwie torby ubrań i zaczęłyśmy fotografować. Efekty przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Wrzuciłam zdjęcia na MaxModels bez żadnych większych oczekiwań, natomiast bardzo szybko pojawiło się kilkadziesiąt ofert kolejnych sesji.

Rozumiem, że musiałaś jakoś odsiewać dobre propozycje od tych złych?

Odsiewałam. Przede wszystkim odrzuciłam wszystkie anonimowe wiadomości typu „jesteśmy agencją modelek i poszukujemy dziewczyn do zdjęć erotycznych za 2000 zł”. Wiadomo, że takie historie źle się kończą i ostrzegam przed nimi.

A co z Twoimi stereotypami odnośnie zdjęć? Byłaś dopiero po pierwszej sesji i właściwie zaczęłaś dostawać propozycje, które odpowiadały Twoim wcześniejszym opiniom.

Rozbawiło mnie to bardzo, starałam się nie irytować i nie złościć. Po tej pierwszej sesji zaczęłam rozumieć po prostu, że w świecie fotografii są różni ludzie. Początkowo odpisywałam na takie anonse, odmawiałam mówiąc, że nie pokrywa się to z moim światopoglądem. Z czasem nauczyłam się po prostu takie propozycje ignorować i nie tracić na nie czasu. Wiele dziewczyn irytuje się odpisując – „jak to? Ja jestem porządna, skąd w ogóle takie propozycje?!”. Z doświadczenia wiem, że ludzie je składający są natrętni i najlepiej działa po prostu ich ignorowanie.

Karolina Wypych

fot. Przemek Lipski

CZTERY. No właśnie, doświadczenie. Przez 2,5 roku zrobiłaś mnóstwo sesji. Nie tylko w Polsce, ale i zagranicą.

Tak. Do tej pory mam na koncie Polskę, Irlandię i Niemcy.  W tym roku planuję wyjechać jeszcze do Francji i do Anglii a jeśli mi się poszczęści to dojdzie do tego jeszcze Holandia.

Jak się to robi? Myślę, że wiele osób to ciekawi. Przecież taka sesja to męcząca, ciężka praca. Nie działa to na zasadzie „stanę sobie przed obiektywem, rach ciach i gotowe”

Jest, jest. Modelka powinna być przede wszystkim bardzo cierpliwa. Ostatecznie zdjęcie, które potem oglądamy, nie uwiecznia całego procesu przygotowania do sesji. Godzin malowania, czesania, ubierania, stania na mrozie, w pełnym słońcu, bycia gryzioną przez mrówki, pająki i wielu, wielu innych czynników. Trzeba mieć silną wolę i silny charakter.

PIĘĆ. Wracając na chwilę do czasu pierwszych Twoich sesji, na początku były to jak rozumiem sesje darmowe i robione przez początkujących fotografów?

Były to zarówno osoby początkujące jak również, ku mojemu zdziwieniu, fotograficy bardziej znani, poszukujący nowych twarzy do swoich portfolio.

Do tego pytania zmierzałem. Kiedy wyłowili Cię zawodowi fotograficy? Wiemy już, że miało to miejsce na początku, ale może pamiętasz kto był pierwszy?

O matko. Muszę chwilę pomyśleć. To chyba było w listopadzie 2012 roku, kiedy Michał Paź zaprosił mnie na sesję testową do Playboya. Było to dla mnie duże wyróżnienie i byłam bardzo przestraszona. Moja rodzina i przyjaciele nie wiedzieli wtedy, że zaczęłam już brnąć powoli w akty. Nie robiłam sobie wielkich nadziei, że dostane się i będę na okładce Playboya, ale gdzieś w głowie kołatały się myśli – „co powiem rodzicom jeśli to dojdzie do skutku”.

I co wymyśliłaś?

(śmiech) Mamo, to nie ja.

Mamo, nie wchodź w tym miesiącu do kiosku.

(śmiech) Rodzice dowiedzieli się o moich aktach dopiero po półtorej roku pozowania. Była to dość nieprzyjemna sytuacja. W mniejszych miastach jak np. Płock różnie spogląda się na akty. Często kojarzą się z pornografią, sprzedawaniem swojego ciała itd. Moja mama dostała „uprzejmy” telefon, który brzmiał tak, że pozuję do zdjęć półporno, z jakimiś czterema dziewczynami. Byłam zmuszona pokazać mamie wszystkie zdjęcia, wszystkie portfolia fotografów z którymi współpracowałam i cynicznie pytałam co chwilę „mamo, gdzie to porno?”

caf79bf6b481604ee98ae657363b9fc2

fot. Beatrisa Betty

SZEŚĆ. Przeszliśmy gładko do tematu związanego z aktami, mówiłaś że szybko zaczęłaś dostawać różne propozycje, a kiedy pierwszy raz pozowałaś?

To była czwarta sesja z Robertem Kobylińskim w Wałbrzychu.

Ale czwarta Twoja sesja w ogóle, czy czwarta z nim?

Czwarta w ogóle.

Czyli bardzo szybko z przekonania, że modelki to puste lale, przeszłaś do pozowania nago?

Tak (śmiech) wystarczyło kilka rozmów z osobami ze środowiska żebym zmieniła zdanie.

Powiedz w takim razie czytelnikom, jak się przekonuje młodą, niedoświadczoną modelkę do aktów.

To był bardziej mój pomysł. Od 16 roku życia byłam zakochana i zachwycona nagością. Oglądałam wiele kreacji fantasy, aktów fantastycznych, obrazów, rzeźb. Gdzieś podświadomie zawsze chciałam być elementem takiej sztuki.

SIEDEM. A co ze wstydem? Pojawia się, czy wyskoczyłaś przed obiektem z okrzykiem „oto cycki!”?

Wyszłam z założenia, że do odważnych świat należy. Nigdy nie wstydziłam się swojego ciała. Natomiast miałam opór przed rozbieraniem się przy kobietach. Kobieta patrzy bardziej krytycznie, zna anatomię, może porównać pewne rzeczy. Bałam się, że część żeńskich fotografów rozczaruję swoją figurą, bo nie oszukujmy się, nigdy nie byłam jakąś wielką fanką diet (śmiech) Takie myśli kołatały mi się początkowo w głowie.

No właśnie. Nie masz typowych wymiarów modelki. Zazwyczaj kiedy dziewczyna ma marzenie o zostaniu modelką, słyszy że musi być szkieletem i jeść tylko sałatę.

Też nieraz słyszałam, że przydałoby mi się zrzucić 5 kilo, ale zawsze powtarzałam, że i tak będę jeść kebaby (śmiech)

Zmierzam do tego, że swoją karierą fotograficzną pokazujesz, że wcale nie trzeba być stereotypową modelką, żeby mieć zlecenia. Właściwie ciężko Cię złapać, bo ciągle robisz zdjęcia.

Być może fotografowie polecają mnie sobie nawzajem, może chodzi o kwestie jakiejś charakterystyczności, czy sposobu bycia. Wiadomo, że jeśli jest jakaś nieuprzejma modelka, zachowuje się jak środowiskowa diva, to mało jest osób, które będą chciały z nią współpracować. No chyba, że jest to wielkie nazwisko i ktoś jest gotowy przemęczyć się.

Wiadomo, że na wybiegu nie przeskoczy się założonych wymiarów, ale nie sądzisz ze w fotomodelingu ważniejsza jest osobowość i pewien magnetyzm, który fotomodelka powinna mieć?

Może nie będzie to oryginalne, ale tak. Fotomodelka musi mieć „to coś”.

10295253_694141117298751_8391683675748540242_o

fot. Przemek Lipski

OSIEM. gdzie jest granica, której Karolina nie przekracza?

Zdjęcia ginekologiczne.

To znaczy, że nie pozujesz do podręczników dla ginekologów?

Dokładnie (śmiech). Pornografia to granica. To nie moja bajka i w ogóle mnie to nie interesuje.

A jeśli chodzi o zwykłe sesje?

Nie ma chyba takiej granicy.

Sesja w gnijących wnętrznościach zwierząt?

Poświęcenie dla sztuki (śmiech) Wiadomo, że odpadają też sesje zagrażające zdrowiu i życiu. Bywało, że fotograficy mieli pomysły takie jak np. ja stojąca na torach a w tle jadący pociąg, albo ja stojąca na środku skrzyżowania a dookoła jadące samochody. Odmówiłam, mówiąc że obawiam się o swoje bezpieczeństwo. Kończyło się to obrażeniem ze strony fotografującego i wystawianiem jedynek na MaxModels

Czyli bardzo dojrzale.

Dokładnie (śmiech)

DZIEWIĘĆ. Która sesja była Twoją ulubioną?

Przede wszystkim uwielbiam zdjęcia Beatrisy Betty. Co ciekawe to jedna z niewielu fotografek, która pragnie pozostać anonimowa i bardzo to szanuję. Robi przepiękne, renesansowe i wiktoriańskie zdjęcia. Była ona również pierwszą kobietą, która przełamała mój opór do rozbierania się przed paniami. Jej podejście, motywujące rozmowy. Miało to pozytywny wpływ na naszą dalszą współpracę. Drugą taką sesją była „Waleczna Jesień” z jednym z płockich fotografów. Pomyślałam któregoś dnia, że chciałabym zdjęcia ze złotym wiankiem. Kupiłam kwiaty, nazbierałam szyszek, zrobiłam wianek i pomalowałam go złotym sprayem.

DZIESIĘĆ. Pamiętam tę sesję. Wracając na moment do zdjęć erotycznych. Jakie zagrożenia czające się przed młodymi, niedoświadczonymi modelkami  mogłabyś wymienić?

Jest dużo fałszywych agencji, które proponują zlecenia, a tak naprawdę wywożą gdzieś dziewczyny. Jest wiele osób, które mamią aspirujące modelki sławą i karierą, w zamian za pójście z nimi do łóżka. Oglądałam ostatnio również wywiad z Czarną Panterą i Zulą Walkowiak. Zostały zaproszone przez byłego właściciela znanego, polskiego pisma do Cannes w roli hostess. Miały się świetnie bawić i zarobić dobre pieniądze, a na miejscu okazało się, że miały być paniami do towarzystwa. Trzeba mieć oczy dookoła głowy, bo takie rzeczy się dzieją. Kiedy nabrałam już w moim pozowaniu trochę rozsądku, zaczęłam pytać znajomych o opinie na temat fotografów, z którymi miałam współpracować .

Aha, jak już nabrałaś rozsądku. Czyli wcześniej tez miałaś nieprzyjemne przygody?

Na szczęście nie, głupi ma więcej szczęścia niż rozumu (śmiech)

Gregor Laubsch Piotr Kosek

fot. Gregor Laubsch

JEDENAŚCIE. Ludzi, którzy na swoich polach zainteresowań odnoszą sukcesy, cechuje posiadanie planów. Jakie są Twoje plany na fotograficzną przyszłość?

Mam listę 12 nazwisk znanych fotografów, z którymi naprawdę chciałabym współpracować. W tym roku udało mi się zrealizować projekty z trzema osobami z tej listy. Nigdy nie marzyłam o byciu komercyjną modelką, żeby moja twarz pojawiała się na bilbordach itd. Więc plany ograniczają się chyba do tej właśnie listy.

A co dalej?

Na razie się nie zastanawiałam, mam jeszcze kilka nazwisk z listy do wykreślenia (śmiech)

Zdradzisz jakieś nazwisko?

W tym roku udało mi się zrobić sesję z Gregorem Laubschem . Na początku myślałam, że ktoś robi sobie żarty, ale okazało się, że to faktycznie Gregor zaprosił mnie do Niemiec na sesję. Mimo dwóch dni zdjęć, nie robiliśmy ich tak naprawdę dużo. Gregor jest perfekcjonistą i nad każdym kadrem pracowaliśmy dość długo. Dopracowywał pozę, światło, włosy, spojrzenie. To widać z resztą na zdjęciach, wszystko jest idealne.

DWANAŚCIE. Jakie rady masz dla osób, które chcą zająć się modelingiem trochę bardziej na poważnie i nie wiedzą gdzie, i jak zacząć.

Na sam początek najlepiej wynająć fotografa. Zapłacić mu za zrobienie portfolio ale mieć pewność, że zdjęcia będą wysokiej jakości i zwrócą na nas uwagę. Należy też podpisać umowę, żeby te zdjęcia w ogóle dostać. Niestety były takie sytuacje. Nie robić zdjęć za wszelką cenę, nic na siłę. Ja zaczęłam swoją karierę na MaxModels i myślę, że to dobry start. Jeśli ktoś chce zacząć pracę, w którejś z agencji to powinien tę agencję sprawdzić. Zdarzają się ludzie podszywający za nie i zwyczajnie kradnący cudze fotografie. Należy zawsze robić uważne rozeznanie.

Po pierwsze bezpieczeństwo. Za rozmowę wielkie dzięki i życzę powodzenia w dalszym wykreślaniu nazwisk z listy.

4 komentarze

  1. Justyna Romanowska

    świetny ten akt, który się pojawił na końcu, magnetyzujący!

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany