Ile razy w młodości, kiedy chodziliście do szkoły podstawowej, słyszeliście że uczycie się i zdobywacie wiedzę oraz wykształcenie, aby wykorzystać je w dorosłym życiu? Potem przychodziły kolejne szkoły, studia. Cały czas uważaliście, że życie właściwe jeszcze się nie zaczęło i cały czas zdobywacie doświadczenie, które wykorzystacie, kiedy zaczniecie żyć „na poważnie”. Złą nowiną jest to, że taki stan nie istnieje.

W lipcu, oprócz tego że działo się masakrycznie dużo i nie miałem za bardzo czasu, żeby pisać na blogu, spotkałem koło 20 osób, które żyły w opisanym wyżej przekonaniu. „Prawdziwe życie się jeszcze nie zaczęło, testuję, próbuję, pozwalam sobie na błędy, uczę się bo ono dopiero przyjdzie i wtedy wykorzystam nabytą wiedzę i doświadczenie”. W takim tonie można by streścić wszystkie ich wypowiedzi. Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi tu o ganienie za rozwój osobisty. Jestem od tego zdecydowanie daleki. Chodzi o pewne podejście do życia jako takiego. Tym ludziom wydaje się, że dzieli się ono na pewne etapy:

  • Beztroskie dzieciństwo (Tu się zgodzę. Uczymy się wtedy najwięcej, ale właśnie po to, by móc w ogóle funkcjonować w przyszłości)
  • Okres dorastania, przygotowywania się do prawdziwego życia, studia, pierwsze prace (Tu już zaczyna się właśnie wyżej opisywany problem)
  • Prawdziwe życie
  • Śmierć

Widzicie już rysujący się na horyzoncie problem? Polega on na tym, że punkt nr 3 jakoś dziwnym trafem nie nadchodzi. Lata lecą, a ludzie wciąż czekają na to mityczne, a może wręcz mistyczne „prawdziwe życie”. Powstał nawet szereg powiedzeń, że „życie zaczyna się po …” tu wstaw dowolny wiek, ciekawe że zawsze wyższy niż wiek te słowa wypowiadającego. Ludzie spędzają długie lata na niby wyczekiwaniu tego „prawdziwego życia” odkładają plany, marzenia i cele. A potem. A potem bardzo się dziwią.

Zamiast kolejnego rozdziału filmu p.t. Ich Życie, widzą napisy końcowe. Dzieje się tak, ponieważ nie ma czegoś takiego. Życie zaczyna się razem z naszymi narodzinami i odkąd tylko uzyskujemy zdolność do samodecydowania o sobie (i nie mam tu na myśli prawnej definicji, bo jest to tak naprawdę niezależne od wieku) zaczynamy ten główny etap naszego istnienia. Doskonałym przysłowiem, odsłaniającym i demaskującym mit etapu prawdziwego życia, jest powiedzenie – „człowiek uczy się całe życie”. Jest to w stu procentach prawda. Całe nasze życie to nieustający samorozwój. Możemy albo iść w górę, albo stać w miejscu, albo zacząć podróż w dół. Wbrew pozorom najniebezpieczniejszy nie jest upadek, a właśnie trwanie w stagnacji. W przeciwieństwie do regresu, ciężko tu zauważyć swoją nieciekawą sytuację.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Wydaje mi się, że wiara w „etap prawdziwego życia” jest pewną formą strefy komfortu. Najgorszej rzeczy do jakiej może przywiązać się człowiek. Powstrzymuje go ona przed osiągnięciem sukcesu na każdym polu. Człowiek macza się w pewnym stanie samouwielbienia i poczuciu, że wszystko jest na miejscu. Jednak wewnętrznie wie, że coś jest mocno nie tak. Marzenia, które miał nie zbliżyły się ani o krok do realizacji. Właściwie patrząc kilka lat wstecz, mógłby zauważyć, że jest dokładnie w tym samym punkcie. W tym momencie do akcji wchodzą dwaj przyjaciele strefy komfortu – Pan Jestem Za Duży Na Marzenia, oraz Pani Dorosłość To Nie Zabawa. We trójkę jeszcze bardziej przyklejają człowieka do istniejącej sytuacji. Niestety strefy komfortu nie uda się zlikwidować, dopóki nie zrozumiemy (nie chodzi o przeczytanie i przyswojenie, chodzi o indywidualne zrozumienie, poczucie tego wewnątrz), że tak naprawdę szefem całej trójki jest Pan Lęk. Właśnie tak. Irracjonalny lęk przed zmianami, który jeśli nie zwalczany, ostatecznie prowadzi do upadku takiego człowieka i zaprzepaszczenia jego potencjału.

I właśnie tym jest wiara w etap prawdziwego życia. Zakamuflowanym lękiem. Zakamuflowanym tak dobrze, że bez głębokiego zastanowienia się nad sobą, osoba zamknięta pod kloszem strefy komfortu, nawet go nie zauważy. Zauważenie go jest co prawda dopiero pierwszym krokiem, ale też najważniejszym. Bez niego nie ma mowy o prowadzeniu szczęśliwego życia, pełnego sukcesów i spełnionych marzeń. Usiądź więc dziś na spokojnie, wyłącz wszystkie rozpraszacze takie jak Facebook, komórki etc. i rozejrzyj się dookoła. Na początku nie zauważysz nic szczególnego, ale przypatruj się. Po pewnym czasie może zaczniesz dostrzegać delikatne, jakby niewidzialne ściany. To właśnie będzie Twoja strefa komfortu. Zrobisz coś z nią, czy usiądziesz spokojnie na fotelu?

strefa komfortu piotr kosek

4 komentarze

  1. Szaman

    Dzień dobry, ja po raz pierwszy się ujawniam, chociaż czytam od dawna. Dzięki serdecznie za ten tekst, ukazał się w idealnym życiowym momencie, kiedy stojąc na rozdrożu wypada wreszcie sobie powiedzieć, że koniec tejże strefy komfortu i przestańże się za nią dziewczyno oglądać. Bless! 😉

    Odpowiedz
  2. Aurora

    Od dłuższego czasu dostaję konwulsji, gdy słyszę o „życiu” lub „związku” na próbę. Cholerka, życie to nie jest teatr!!!!
    Świetny tekst! 🙂

    Odpowiedz
  3. robsonic

    Takie teksty powstaja najczesciej o 3 nad ranem i tylko wtedy kiedy czlowiek zaczyna sie zastanawiac po co w ogole zyje. – kryzys wieku sredniego? Hmm.. Najgorsze jest to, ze trzeba kiedys umrzec i nic, absolutnie nic tego nie powstrzyma.. Pol biedy jak ktos cale zycie cierpi i nigdy nie zaznal prawdziwego szczescia. Gorzej dla tych, ktorzy maja wszystko na pstrykniecie w palec i naprawde ich beztroskie zycie to czysta przyjemnosc. Z zwiazku z tym, po co sie uczyc, po co sie starac, po co pracowac jak i tak umrzemy?. „Pismo Swiete” mowi, zeby korzystac z zycia… YYY?… Co to u licha ma znaczyc? Ja nie chce korzystac z zycia tylko sobie zyc wiecznie w szczesciu. Niestety to niemozliwe w obecnej sytuacji w jakiej sie znajdujemy.. Niestety nie mozemy udowodnic czy nasze byty moglyby istniec w innej formie, na przyklad bez czasu albo bez sil wewnatrzatomowych.. Jednakze jest jedna rzecz, ktora daje nam swiatelko w tunelu. Mianowicie cos (wszechswiat, zycie, madrosc, itd) nie moglo sie wziasc z niczego samo z siebie… Ktos musial to wszystko zaprojektowac i zapoczatkowac ;P Tylko pytanie czy oby ten Stworczy Byt bedzie chcial dac nam szanse sprobowac egzystowac w innej rzeczywistosci.?$%£?!”?*&?.

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany