A w dzisiejszym odcinku:

 

Czarne dziury wyrzucają z siebie gazowe kule

Astronomowie dopatrzyli się ostatnio ciekawego zjawiska, o którym wcześniej nie mieli pojęcia. Okazuje się, że centralna czarna dziura w drodze mlecznej wyrzuca ze swoich okolic olbrzymie kule gazu, masie dorównujące planetom takim jak Uran, Neptun. Jednak z obliczeń wynika, że największe z nich mogą kilkukrotnie przewyższać masę Jowisza. Jak w ogóle do tego dochodzi?

Co kilka tysięcy lat do czarnej dziury zbliża się gwiazda, która za sprawą potężnych sił pływowych zostaje rozerwana, kończąc jako długi strumień gazu, z którego właśnie formują się tego rodzaju kule.Następnie za pomocą zjawiska procy grawitacyjnej, takie gwiezdne bąki są z olbrzymią prędkością wyrzucane wgłąb i na zewnątrz naszej galaktyki. Z obliczeń wynika, że tego typu obiekty mogą gnać przez kosmos z prędkością nawet 10 000 km/s i aż 95% z nich opuści galaktykę. Co więcej, tego typu zjawiska zachodzą nie tylko w naszej galaktyce, ale i w każdej innej posiadającej masywną centralna czarną dziurę.

Wygląda więc na to, że galaktyki obrzucają się nawzajem gazowymi bańkami. Najbliższy tego typu obiekt może znajdować się już nawet kilkaset lat świetlnych od Ziemi, jednak póki co nie jesteśmy w stanie ich wykryć. Być może Kosmiczny teleskop Jamesa Webba, który już niedługo ma zostać umieszczony w przestrzeni kosmicznej, pozwoli nam na odkrywanie takich egzotycznych obiektów. Obiekty te oczywiście znacznie różnią się od planet. Złożone są z materii gwiazdowej, a w zależności od tego z której jej części, mogą różnić się między sobą składem chemicznym. Ich proces powstawania jest też znacznie szybszy. Zamiast milionów lat potrzebnych na utworzenie się planety tutaj wystarczy rok od rozerwania gwiazdy przez czarną dziurę. Potem taki blob jest wysyłany w przestrzeń niczym kamień ze szkolnego podwórka, w kierunku konkurencyjnej szkoły. A nie, pewnie nie pamiętacie już takich historii. Może i lepiej.

Teleskop Jamesa Webba na finiszu testów

Jeszcze w styczniu NASA wznowi testy wibracyjne Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba, następcy teleskopu Hubble’a, który już niedługo wyniesiony zostanie w przestrzeń kosmiczną. Testy zostały przerwane ze względu na wykrycie anomalii w poszyciu teleskopu. Inżynierowie NASA przeprowadzali dodatkowe analizy, które miały wykryć problem. W tym momencie trwa wprowadzanie poprawek, które mają wyeliminować w przyszłości podobne problemy. Po zakończonych pracach, testy wibracyjne zostaną kontynuowane i jeśli nie będzie kolejnych problemów, maszyna zostanie poddana kolejnym badaniom.

Dlaczego właściwie przeprowadza się takie testy?  Podczas wynoszenia ładunku na orbitę za pomocą rakiet, narażony on jest na różnego rodzaju drgania i wibracje, które mogą doprowadzić nawet do uszkodzenia ładunku, jeśli nie jest on odpowiednio przed nimi zabezpieczony.  NASA, ale też inne agencje kosmiczne, przeprowadzają tego typu testy aby wyeliminować, albo przynajmniej znacząco obniżyć, możliwość uszkodzenia ładunku. Wystrzelenie teleskopu zaplanowane jest na rok 2018, a posłuży do tego rakieta Ariane 5

Sfotografujemy czarną dziurę?

Naukowcy chcą zrobić zdjęcie czarnej dziury. Ale że jak? Przesłyszeliśmy się? Nie, dokładnie to chcą osiągnąć. Przy użyciu sieci radioteleskopów rozsianych po całej planecie, chcą uzyskać coś na kształt jednego wielkiego radioteleskopu o średnicy całej planety. Brzmi jak science-fiction, ale jest jak najbardziej wykonalne. W tym momencie do sieci dołączane są kolejne radioteleskopy, a wszystko działa pod wspólną nazwą Event Horizon Telescope.

Jako, że czarne dziury nie pozwalają wydostać się ze swoich trzewi niczemu, nawet światłu, naukowcy muszą posłużyć się pewnym fortelem aby wykonać zdjęcie. Sieć radioteleskopów zostanie skierowana na Sagittarius A*, czyli super-masywną czarną dziurę w centrum Drogi Mlecznej, oddaloną od nas o około 25 tysięcy lat świetlnych. Szacuje się, że czarna dziura jest 17 razy większa od naszego Słońca i ma średnicę 24 milionów kilometrów. Jej masa to nawet kilka milionów mas naszego Słońca. Dane zebrane przez teleskopy będą zapisywane na twardych dyskach i wysyłane do Obserwatorium Haystacka należącego do Instytutu Technologicznego Massachusetts, gdzie zostaną przeanalizowane przez specjalny komputer, posiadający aż 800 procesorów.

Co więc chcą zobaczyć naukowcy, skoro czarna dziura, jak sama nazwa wskazuje, jest czarna? Zagięcie czasoprzestrzeni w tym miejscu powoduje, że cień horyzontu zdarzeń otoczony jest pierścieniem fotonów, który niejako odcina go od czerni kosmosu znajdującego się za czarną dziurą. Własnie sygnał tej struktury chcą odebrać badacze, a następnie konwertować odebrane dane na obraz. Takie zdjęcie czarnej dziury mielibyśmy otrzymać jeszcze w 2017 roku i obserwacyjnie po raz kolejny potwierdziłoby ono słuszność Teorii Względności Einsteina. Więcej na temat tego eksperymentu znajdziecie klikając TU.

Na koniec mam dla Was video 360 stopni ze startu misji Osiris Rex do planetoidy Bennu.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany